06.07.2026
Autor publikacji: terapeutka MyWay Clinic Online – Dorota Szlama
Granice w wychowaniu to nie tylko zakazy i nakazy. To także normy, wartości, rodzinne przekazy, historie oraz sposoby reagowania dorosłych, które dziecko obserwuje na co dzień. Granicą w wychowaniu nazywamy zespół norm i nakazów występujących w systemie rodzinnym — świadomych i nieświadomych, wypowiadanych wprost przez rodziców, ale również zawartych w historiach przekazywanych przez dziadków, wujków czy kuzynów.
Granice w wychowaniu według Janusza Korczaka opierają się na szacunku, partnerstwie i odpowiedzialności, a nie na autorytarnym zakazywaniu. Granice mają na celu tworzenie bezpiecznej przestrzeni do rozwoju dziecka, w której uczy się ono odpowiedzialności za własne czyny.
W rodzinach występują czasem sprzeczne przekazy dotyczące norm i wartości. Przykładem może być dziecko wychowywane w rodzinie, w której mama mówi do synka: „nie wolno się bić”, gdy idzie do przedszkola, ojciec zaś opowiada o walecznym dziadku, który walczył w ruchu oporu. Z jaką normą utożsamia się syn? Czy może powstać w nim konflikt wewnętrzny pomiędzy posłuszeństwem wobec mamy a lojalnością wobec obrazu walecznych mężczyzn w rodzinie?
Gdzie jest zdrowa granica dotycząca siły męskiej? Nie ma jednej odpowiedzi, ponieważ w rodzinach utrwalone są różne wzorce. W rodzinach, w których wartością jest obrona ojczyzny, bohater-żołnierz, który walczy, ginie lub zabija, może być doceniany za używanie siły. Natomiast w czasach pokoju pojawia się pytanie: co taka rodzina powie dziecku, jeśli chodzi o obronę siebie przed wyzwiskami rówieśników? Przekaz może nie być jednoznaczny.
Na czym polega obrona ojczyzny, a na czym obrona siebie? Czasem dochodzi do skrajności: dla kraju można walczyć, a w obronie siebie lepiej być ofiarą, czyli dać się gnębić. Społecznie ofiara ma zgłosić zagrożenie do nauczyciela lub rodzica. Ale czy można nauczyć dziecko bronić siebie? I co właściwie znaczy „bronić siebie” w sposób zdrowy, odpowiedzialny i bezpieczny?
Tym zagadnieniem zajmę się w artykule: granicą pomiędzy sprawcą a ofiarą. Czy trzeba być agresorem albo ofiarą? Nie. Jest wiele zachowań i norm pośrodku. Świat czarno-biały nie istnieje. Stawianie tak kategorycznych wymagań sobie jako rodzicowi, a tym samym dzieciom, tworzy ostre podejście do siebie i innych. Świat i relacje są wielobarwne — od szarości i czerni po błękit, róż i fiolet.
Warto od początku zaznaczyć, że nie chodzi o usprawiedliwianie przemocy ani o odbieranie ochrony dziecku, które doświadcza krzywdy. Chodzi o to, by w codziennych sytuacjach wychowawczych uczyć dziecko rozpoznawania swoich granic, odpowiedzialności, wpływu i sprawczości — zamiast zamykać je wyłącznie w rolach „ofiary” albo „agresora”.
Zacznę od dość popularnego zakazu: „nie wolno się bić”. Dzieci mają różne predyspozycje. Jeśli widzisz, że twoje dziecko sprawdza się na siłę z kolegą, np. siłując się na rękę, to może być w porządku. Jeśli dziewczynka, której kolega zabiera piórnik, wyrwie mu go z ręki i powie: „zostaw, to moje”, zrodzi się w niej wewnętrzna złość na przekroczenie granicy. Jest to naturalna reakcja ludzka — emocja złości jest informacją, że na coś się nie zgadzamy.
Mocowanie się i sprawdzanie siły jest naturalnym stanem, wynikającym z dążenia do rozwoju i rywalizacji między dziećmi. Jeśli twoje dziecko ma predyspozycje fizyczne lub siłowe, może warto je rozwijać, a nie hamować. Hamowanie może spowodować gromadzenie złości, z którą dziecko nie wie, jak ma sobie poradzić. Można zaprowadzić małe dziecko na sztuki walki, a starsze na boks. Pojawia się wtedy pytanie: czy siła używana w boksie mieści się w normie? W określonych zasadach, granicach i bezpiecznym kontekście — tak.
Ważnym tematem jest zaakceptowanie, że każde dziecko ma swoją złość. Od rodziców zależy, jak nauczą dziecko kierować swoimi emocjami, w tym złością. Życiowa siła dana jest człowiekowi ewolucyjnie po to, żeby przetrwał, zapewnił bezpieczeństwo sobie i domowi, zdobył potrzebny pokarm, a jeśli starczy energii — również doświadczał przyjemności.
Pierwszą zasadą jest akceptacja siły u własnego dziecka. Myślenie o dziecku jako o biednym i bezradnym jest robieniem z własnego syna czy córki ofiary. Nie oznacza to jednak zachęcania dziecka do przemocy. Oznacza raczej uznanie, że dziecko ma prawo do swojej energii, złości, sprzeciwu i potrzeby obrony siebie — a zadaniem dorosłych jest pomóc mu tę siłę rozumieć i regulować.
Skupię się głównie na narzędziach, których można nauczyć dziecko, aby umiało się obronić. Warto zaznaczyć, że opieka przez kontrolę — czyli sytuacja, w której rodzic albo nauczyciel rozwiązuje sprawę za dziecko — może być drogą do odbierania dziecku sprawczości i uczenia go bezradności.
Rozwiązywanie sprawy bez udziału dziecka, czyli bez zadbania o jego wpływ na sytuację, może tworzyć w dziecku poczucie bezradności. Nie wystarczy, że dziecko coś zgłosi. Ważny jest jego czynny udział w tworzeniu rozwiązania. Ważne są odczucia dziecka, jego pomysły, uznanie jego wpływu oraz odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. W ten sposób uczymy dziecko sprawczości i wiary we własną siłę oraz możliwości.
W psychologii znane jest powiedzenie, że agresor znajdzie ofiarę. Warto jednak bardzo ostrożnie podchodzić do tego zdania, aby nie zabrzmiało ono jak obwinianie osoby doświadczającej przemocy lub krzywdy. Co zrobić, żeby nie być agresorem, i nie być ofiarą? Jeśli skupimy się na winie możemy zgubić odpowiedzialność. Agresorowi przypisujemy winę, a ofierze odbiera się wpływ. Jest to czarno-biały podział: agresor coś zrobił, a ofiara nic. W wielu codziennych sytuacjach wychowawczych taki podział może jednak zamykać drogę do rozmowy o potrzebach, wpływie i odpowiedzialności. Agresor odpowiada za czyn, a ofiara może wziąć odpowiedzialność za szukanie rozwiązania i narzędzi do obrony. Mogą przejść z trybu walki do trybu współpracy.
Uznanie tego może być drogą do dialogu. Po zaistniałej sytuacji rozmowa toczy się pomiędzy dwójką dzieci, a nie między katem i ofiarą. Nie szukamy winnego, tylko wpływu i odpowiedzialności każdego z nich. Ważnym pytaniem jest: czego potrzebował np. Jasiu? I czego potrzebowała Dominika? Danie przestrzeni i usłyszenie od uczestników zdarzenia, czego potrzebowali, jest wstępem do dialogu i zobaczenia potrzeb obojga dzieci.
Jednocześnie trzeba rozróżnić zwykły konflikt dziecięcy od przemocy, nękania lub sytuacji zagrożenia. Jeśli dziecko doświadcza regularnego gnębienia, zastraszania albo przemocy fizycznej lub psychicznej, obowiązkiem dorosłych jest je ochronić, nauczyć dziecko zwrócenia się o pomoc. Jednak każda przemoc, nękanie zaczyna się od pierwszej sytuacji. Na etapie konfliktu uczymy odpowiedzialności. Jest to droga do zapobiegania przemocy. Dorośli stwarzają bezpieczne warunki, w których mogą uczyć dzieci dialogu — w rozumieniu emocji, granic i odpowiedzialności.
Wychowanie zaczyna się w domu. Na przykład gdy jest dwoje dzieci, a starsze nie chce dać młodszemu swojej zabawki, to czy krzywdzi młodsze? Jeśli zastanowimy się nad potrzebą starszego dziecka, możemy odkryć, że oznacza ono swoje granice i potrzebuje uznania ze strony rodzica, że może decydować o swojej zabawce.
Młodsze dziecko być może sprawdza, kto jest ważniejszy dla mamy lub taty. Może mieć potrzebę zwrócenia na siebie uwagi albo rywalizacji o uznanie swojej ważności. Kiedy rodzic widzi potrzeby swoich dzieci, może rozwiązać temat na wiele sposobów, nie wchodząc automatycznie w rolę sędziego.
Może na przykład powiedzieć do Jasia: „jesteś dla mnie ważny i kocham cię”, a następnie do Dominiki: „ty też jesteś dla mnie ważna i ciebie też kocham”. Później może zadać pytanie: „jak chcecie rozwiązać temat zabawki, skoro jest jedna i należy do Janka?”. Mama może również modelować zachowanie dzieci i podpowiedzieć swoje zdanie, np.: „Jaś decyduje o swoich zabawkach, a Dominika o swoich. Możecie się wymieniać albo nie”. Ważne, aby zaufać, że dzieci mogą stopniowo wypracowywać własne rozwiązania.
Odmowa jest granicą stawianą przez dziecko od najmłodszych lat. Dziecko może odmówić zjedzenia zupy, ubrania sukienki czy uśmiechania się do cioci. Ważne jest, czy rodzic zgodzi się na tę granicę i tym samym pozwoli dziecku ją wyznaczać. W ten sposób dziecko upewnia się, że może odmówić, powiedzieć „nie” i nadal pozostać w relacji.
Czasem rodzice mówią: „tak nie wypada”, „powinieneś ustąpić młodszemu”, „podziel się”, „trzeba zjadać wszystko”, „powinnaś być uśmiechnięta, gdy idziemy do babci”. Jeszcze trudniej rodzicom przyjąć odmowę od innego dziecka wobec własnego dziecka. Piszę „rodzicom”, ponieważ to rodzic modeluje zachowanie dziecka. Dziecko uczy się przez naśladownictwo, więc uczy się również emocjonalności.
Jeśli rodzic uzna, że Ela nie pożyczyła zeszytu i tym samym skrzywdziła córkę, dziecko również może tak to zinterpretować. Jeśli usłyszy, że Ela jest niekoleżeńska, niemiła i nie warto jej lubić, może przyjąć ten kierunek myślenia. Natomiast jeśli rodzic przyjmie odmowę jako coś zwykłego, co może wynikać z różnych przyczyn, dziecko dostanie inną narrację.
Ela mogła nie chcieć. Mogła być na urodzinach i nie mieć czasu. Mogła mieć zły dzień i być obrażona na cały świat. Przyczyna nie zawsze ma kluczowe znaczenie. Znaczenie ma to, jaką narrację nada temu mama albo tata. Rodzic może uczyć dziecko, aby poprosić kogoś innego. Nie warto ograniczać się tylko do najbliższych koleżanek. Może ktoś, z kim dziecko ma słabszy kontakt, chętnie pożyczy zeszyt.
Czasami słyszę, że „nikt nie chciał pożyczyć”. Gdy pytam o szczegóły, okazuje się, że córka pytała tylko dwie osoby, bo z innymi ma mało kontaktu. Przecież to tylko zeszyt. Warto rozszerzać grono kolegów i koleżanek, a odmowę potraktować nie jako koniec relacji, ale jako informację i zaproszenie do szukania innego rozwiązania.
Terapia narracyjna, rozwijana m.in. przez Michaela White’a i Davida Epstona, koncentruje się na interpretacji rzeczywistości, a nie tylko na faktach. Narracja to proces opowiadania i nadawania znaczeń życiowym doświadczeniom w celu zmiany tożsamości „problemowej” na bardziej sprawczą. W powyższym przykładzie narracja może być problemowa: „nie lubię koleżanki, ona nie lubi mnie, bo nie pożyczyła mi zeszytu”. Może być też narracją sprawczą: „może zadzwoń do Krzysia lub Adasia — jeśli będą mogli, to ci pożyczą”.
Innym przykładem jest odmowa zaproszenia na urodziny. Czy rodzic użyje narracji, że jest to krzywda i odrzucenie? A może nada temu narrację informacyjną, której warto się przyjrzeć? Może dziecko nie jest aż tak blisko z tą koleżanką. Może koleżanka robi przyjęcie dla rodziny i kilku osób ze względów finansowych. Urodziny nie są jedynym wyznacznikiem koleżeństwa.
Tata może powiedzieć, że na wesele nie zaprosił wszystkich kuzynów, ale nadal ich lubi i utrzymuje z nimi kontakt. Brak zaproszenia na imprezę może być przykry, ale nie zawsze oznacza krzywdę. Może być doświadczeniem smutku, rozczarowania albo informacji o charakterze relacji. To ważne rozróżnienie, którego dziecko uczy się od dorosłych.
Zwrócenie uwagi przez nauczyciela, np. „spóźniłeś się na lekcję”, jest stwierdzeniem faktu. Koleżanka, mówiąc: „nie podoba mi się twój sweter”, wyraża swoje zdanie. Oczywiście mogą pojawić się emocje: przykrość, smutek, złość albo wstyd. Emocje adekwatne do sytuacji są naturalną reakcją człowieka. Każdy ma prawo czuć złość i przykrość, tak samo jak radość czy miłość.
Gdy rodzice są gotowi uczyć dziecko radzenia sobie z tym, że koleżanki lub koledzy mają inne zdanie, sprawiają, że dziecko samo również będzie mogło mieć swoje odmienne zdanie. Może nauczyć się doświadczać smutku i zastanawiać się, co jemu się podoba. W przyszłości łatwiej będzie mu radzić sobie z odmową, krytyką i frustracją.
Nastolatek, który umie przeżyć frustrację, złość i osamotnienie, nie musi kierować agresji ani w siebie, ani w drugiego człowieka. Ważne, żeby nie generalizować krytyki. Jeśli kolega mówi, że nie lubi piłki nożnej, na którą chodzi syn, to może nie jest to hejt, tylko rozmowa o tym, co kto lubi. Różnica zdań nie zawsze jest atakiem.
Powtarzanie negatywnych komunikatów wielokrotnie, z intencją sprawienia komuś przykrości lub poniżenia, jest niedopuszczalne. Tu pojawia się ważna granica: pojedyncza opinia, różnica zdań albo odmowa nie muszą być krzywdą. Natomiast uporczywe zawstydzanie, wyśmiewanie, poniżanie czy nękanie jest już przekroczeniem granic, trzeba wówczas zwrócić się po pomoc.
Pojedyncze różnicowanie zdania jest uczeniem granic. Dziecko uczy się wtedy, że może mieć własne zdanie, a jednocześnie inni też mogą mieć swoje. To ważna lekcja relacyjna: granica nie musi niszczyć więzi. Może ją porządkować.
Kolejnym zagadnieniem jest uczenie odpowiedzialności, a nie winy. Odpowiedzialność uczy: „zrobiłem błąd, mogę go naprawić”. Wina uczy: „jestem do niczego” albo „ty jesteś do niczego”. To bardzo ważne rozróżnienie w wychowaniu, ponieważ dziecko, które uczy się odpowiedzialności, zachowuje sprawczość. Dziecko, które zostaje zalane winą, często zaczyna się bronić, wycofywać albo atakować.
Jeśli uczeń zabrał zeszyt bez pytania, to odpowiada za to zachowanie. Może zdecydować, czy chce go oddać, czy nie. Każda decyzja niesie za sobą skutek. Jeśli odda zeszyt, może rozwiązać spór. Jeśli go nie odda, może ten spór pogłębić. Nie chodzi więc tylko o to, aby dziecko „przeprosiło”, ale żeby zobaczyło związek pomiędzy swoim zachowaniem, potrzebami drugiej osoby i konsekwencjami własnej decyzji.
Nikt nie musi być ofiarą ani agresorem. Gdy rozmówca szuka wyłącznie winnego, automatycznie ktoś staje się ofiarą, a drugi prześladowcą. Zrozumienie różnicy pomiędzy odpowiedzialnością a winą jest podstawą budowania pewnego siebie dziecka, a później odpowiedzialnego dorosłego.
Według Janusza Korczaka odpowiedzialność w wychowaniu to przede wszystkim szacunek dla podmiotowości dziecka. Tworzył on wychowanie oparte na partnerstwie i dialogu dwóch osób — czy to w relacji rodzic–dziecko, czy w relacji dziecko–dziecko. Skupiał się na teraźniejszości. Mówił, że rodzic czy wychowawca ponosi odpowiedzialność za tworzenie bezpiecznych warunków do rozwoju, a nie za narzucanie woli.
Idąc za jego myślą, warto uczyć dziecko odpowiedzialności poprzez wpływ na decyzje, zachowanie i ponoszenie ich konsekwencji. Korczak nie był zwolennikiem kar i zakazów. Zwracał uwagę na szanowanie w teraźniejszości potrzeb, przeżyć i emocji dziecka, a nie na „uprawianie” dziecka na wymarzoną przyszłość. Dziecko nie jest projektem dorosłego. Jest osobą, która już teraz przeżywa, czuje, potrzebuje i uczy się relacji.
Przykładowo: dziecko, któremu kolega strącił piórnik, teraz czuje złość, żal i potrzebuje zauważenia naruszenia jego rzeczy. Drugie dziecko może przeżywać złość, potrzebę zwrócenia uwagi i w taki sposób nawiązywać kontakt. Może też nigdy wcześniej nie doświadczyło konsekwencji swojego zachowania. Oboje potrzebują dialogu, żeby dotrzeć do potrzeby: czego chcą, co przeżywają i co mogą zrobić dalej.
Nie zawsze potrzebne jest szybkie rozwiązanie lub kara. Może chłopakowi podoba się koleżanka i tak ją zaczepia. Może wcześniej usłyszał od niej niemiłe słowo i teraz „oddaje”. Może ma niezgrabność neurologiczną i niechcący strąca rzeczy. Za jednym zachowaniem mogą kryć się różne potrzeby.
To nie oznacza, że każde zachowanie należy usprawiedliwiać. Oznacza, że przed oceną warto zrozumieć kontekst. Dopiero wtedy dorosły może pomóc dziecku wziąć odpowiedzialność: nazwać zachowanie, zobaczyć jego skutek, naprawić sytuację i poszukać innego sposobu wyrażenia swojej potrzeby.
Jeśli oboje dzieci poczują odpowiedzialność za swoje zachowanie, mogą w bezpiecznych warunkach, bez obwiniania, ujawnić, czego potrzebują, co przeżywają i jakimi emocjami się kierują. W wychowaniu skierowanym na dialog, z szacunkiem do przeżyć, emocji i potrzeb dziecka, często właśnie to wystarczy, aby dzieci uczyły się odpowiedzialności.
Zdrowe granice nie polegają więc na tym, że dorosły natychmiast rozstrzyga, kto jest „dobry”, a kto „zły”. Polegają na tworzeniu warunków, w których dziecko może zobaczyć siebie, drugą osobę i konsekwencje własnego działania. To właśnie z takiego doświadczenia rodzi się sprawczość, odpowiedzialność i szacunek do granic innych ludzi.
Podsumowując, chcę zaznaczyć, że zdrowa granica jest pośrodku — a ten środek jest szeroki. Skrajnością jest widzenie kogoś wyłącznie jako agresora albo ofiary. Dialog prowadzony z szacunkiem do każdego uczestnika zdarzenia może pomóc nazwać potrzeby, które stoją za konkretnymi zachowaniami.
Na osi kat–ofiara pośrodku jest zdrowie psychiczne, czyli przestrzeń, w której każdy ma swoją siłę, złość i wpływ na sytuację. Widzimy wówczas dziecko, które ma różne emocje i zachowania — od szarości po błękit. Ten sam młody człowiek może być raz miły, innym razem złośliwy, ale nie staje się przez to ani wyłącznie ofiarą, ani wyłącznie agresorem.
Pośrodku jest dziecko z wachlarzem zachowań, emocji i potrzeb. Zadaniem dorosłego nie jest zamykanie go w jednej roli, lecz pomaganie mu rozumieć siebie, innych i granice relacji.
Granice w wychowaniu nie są więc murem. Są raczej mapą, dzięki której dziecko uczy się: gdzie jestem ja, gdzie jest drugi człowiek, co mogę zrobić ze swoją złością, jak mogę bronić siebie i jak mogę naprawić sytuację, jeśli przekroczę czyjąś granicę.
Tak rozumiane granice nie odbierają dziecku siły. Przeciwnie — pomagają mu korzystać z niej odpowiedzialnie.
Morgan, A. (2011). Terapia narracyjna. Wprowadzenie (tłum. G. Baster). Warszawa: Wydawnictwo Paradygmat.
Stachurski, M. (2022). Wokół antropologii i etyki Janusza Korczaka. Szkic zagadnienia i pytania otwarte. Nauki o Wychowaniu. Studia Interdyscyplinarne, 15(2), 331–341. https://doi.org/10.18778/2450-4491.15.18
Granice w wychowaniu to zasady, normy i sposoby reagowania dorosłych, które pomagają dziecku rozumieć, co jest bezpieczne, akceptowalne i odpowiedzialne. Nie polegają wyłącznie na zakazach, ale także na dialogu, szacunku i uczeniu konsekwencji.
Zdrowe granice dają dziecku poczucie bezpieczeństwa i pomagają mu rozwijać odpowiedzialność, sprawczość oraz szacunek do innych. Dzięki nim dziecko uczy się, że jego potrzeby są ważne, ale nie są jedynymi potrzebami w relacji.
Warto pozwalać dziecku wyrażać odmowę, nazywać emocje i mówić, gdy coś mu nie odpowiada. Rodzic może modelować spokojne komunikaty, np. „nie zgadzam się”, „to jest moje” albo „potrzebuję przerwy”, jednocześnie ucząc dziecko szacunku do granic innych osób.
Tak. Dziecko ma prawo odmawiać, szczególnie w sprawach dotyczących jego ciała, rzeczy, emocji i kontaktu z innymi. Zadaniem rodzica jest pomóc mu wyrażać sprzeciw w sposób bezpieczny i odpowiedzialny.
Nie zawsze. Złość jest naturalną emocją i często informuje, że granica została naruszona albo jakaś potrzeba nie została zauważona. Ważne jest nie to, czy dziecko czuje złość, ale w jaki sposób ją wyraża i co robi pod jej wpływem.
Zwykły konflikt jest najczęściej sytuacją jednorazową, w której obie strony mają wpływ i mogą szukać rozwiązania. Przemoc lub nękanie mają charakter powtarzalny, wiążą się z przewagą jednej strony, zastraszaniem, poniżaniem albo krzywdzeniem i wymagają zdecydowanej reakcji dorosłych.
Nie. Odmowa, różnica zdań czy brak zaproszenia mogą być przykre, ale nie zawsze oznaczają odrzucenie lub krzywdę. Warto pomóc dziecku odróżniać dyskomfort i rozczarowanie od sytuacji, w której ktoś rzeczywiście przekracza jego granice.
Zamiast skupiać się na tym, kto jest „dobry”, a kto „zły”, warto rozmawiać o tym, co się wydarzyło, jakie były skutki zachowania i co można zrobić, aby naprawić sytuację. Odpowiedzialność uczy dziecko: „popełniłem błąd i mogę coś z tym zrobić”, podczas gdy obwinianie często prowadzi do wstydu, wycofania albo ataku.